piątek, 24 lipca 2015

The Sunny Side of Life - layout

Ostatnio mam niespożyte pokłady energii i weny do cięcia papieru, więc razem z Mru postanowiłyśmy robić sobie swoje własne wyzwania! Na pierwszy raz Mru wybrała dla nas ten scrap Miry do zliftowania. Nie muszę chyba mówić, że od razu się zabrałam do pracy i wyszedł mi jeden z najbardziej kolorowych layoutów wszechczasów ;)




A teraz zabieram Was ze sobą i lecimy do Mru, żeby zobaczyć jak poradziła sobie z tym LOsem, bo jeszcze go nie widziałam!

Ściski,
Anniko

środa, 15 lipca 2015

Droga mleczna

Nie wiem jak to się stało, bo zazwyczaj po wakacjach nie mogę usiąść do scrapowania przez długie tygodnie, ale po TYCH wakacjach wena bucha mi uszami i nie mogę przestać kleić. 

Ta kartka powstała akurat na dzisiejsze wyzwanie Magudy na Diabelskim Młynie, a temat to DROGA MLECZNA. Bardzo na czasie z okazji wakacji i wczorajszego przelotu koło Plutona ;)


 

A teraz lecę tworzyć dalej, zanim mnie wena opuści!

Ściskam,
Anniko

czwartek, 9 lipca 2015

My dream journey - layout

W końcu mam do pokazania coś świeższego niż sprzed wojny ;) Wydrukowałam pierwsze lepsze foto z wakacji i skleiłam LOsa na moje własne wyzwanie kolorstyczne na Diabelskim Młynie. Kolory w nim iście wakacyjne, więc cóż innego miałam oskrapować jak nie zdjęcie z wakacji :)




A dzisiaj miałam mega płodny scrapowo dzień, więc szykujcie się na kolejne świeże prace (oczywiście przeplatane ze starymi, bo kiedyś przecież muszę je pokazać!).

Miłego czwartku!

Anniko

poniedziałek, 6 lipca 2015

O tym jak spełniło się moje Marzenie Życia


Kto go nie ma - Marzenie Życia.

Moje zrodziło się w 1997 roku wraz z poznaniem mojego ulubionego zespołu. Wtedy postanowiłam, że kiedyś będę studiować anglistykę i przede wszystkim - i tutaj wkracza Marzenie Życia - pojadę do USA. Tylko że wtedy to marzenie było bardzo abstrakcyjne i odległe, równie dobrze mogłabym sobie postanowić, że polecę w kosmos :P

Przez lata moje Marzenie Życia było wystawiane na próbę i deptane przez ludzi, którzy za swój obowiązek uważają wygłaszanie opinii typu: "Co tam ciekawego? Same fast foody, grubasy, debile i zero własnej historii". Ale w mojej głowie już planowałam co chciałabym zobaczyć, dodawałam ciągle nowe elementy. Moje studia i poznanie Chrisa, który w USA studiował, znacznie wpłynęły na te plany. Już od paru lat wiedziałam, że nie chcę jechać tak po prostu do Nowego Jorku, nie chcę parków narodowych, nie chcę musieć wybierać. Chcę jechać WSZĘDZIE. A szczególnie do wioch zabitych dechami, gdzie koni jest więcej niż ludzi. Gdzieś, gdzie można jechać godzinami i jedyno co widać to pola kukurydzy albo terra rossa. Samochód, droga i muzyka w głośnikach.

Największą przeszkodą dla mnie było otrzymanie wizy, ale rozwiązanie okazało się o wiele prostsze - mogę przecież dostać holenderskie obywatelstwo i tak po prostu jechać! Dlatego po złożeniu aplikacji zaczęliśmy robić bardziej realne plany, jednak, jak to w życiu bywa, sprawy się skomplikowały i obywatelswo dostałam dopiero pod koniec sierpnia, a mieliśmy jechać w maju. Marzenie Życia zostało przełożone na bliżej nieokreślone kiedyś, bo kupiliśmy dom i to on był naszym priorytetem. Ale ta Ameryka ciągle mi chodziła po głowie. W końcu na początku tego roku postawiliśmy sobie ultimatum: 2 kwietnia, czyli po przeprowadzce, przeanalizujemy nasze finanse i postanowimy czy jedziemy czy nie. Przez ten czas oboje intensywnie nad tym myśleliśmy i drugiego kwietnia tylko formalnością było powiedzenie: FUCK IT ALL, WE'RE GOING TO AMERICA!

Już wtedy wiedzieliśmy co chcemy zrobić - przejechać Stany z północy na południe i z powrotem. Miasto początkowe było nieważne, szukaliśmy najtańszego połączenia z Amsterdamu. Bilet do Chicago na 8 czerwca zabukowaliśmy już 4 kwietnia. Nie wierzyłam swojemu szczęściu. Zarezerwowaliśmy samochód na 3 tygodnie - dalej do mnie nie docierało. Zaczęliśmy planować trasę - nadal abstrakcja. Dopiero kiedy wylądowaliśmy w Chicago dotarło do mnie że spełnia się właśnie moje Marzenie Życia! Oczywiście nadal nie wierzyłam, że wszystko pójdzie jak z płatka. Jak można tyle przejechać bez problemów z samochodem, tyle siedzieć w klimatyzowanych pomieszczeniach i nie dostać zapalenia gardła, tyle zjeść i nie mieć problemów z żołądkiem? :P

Otóż, moi drodzy, jeśli jesteście takimi samymi wiecznie zatroskanymi niedowiarkami jak ja, uwierzcie mi na słowo - DA SIĘ.


21 dni.
7000 kilometrów.
70 godzin w aucie.
12 stanów*
13 różnych hoteli.
1000 zdjęć.
Hektolitry śmierdzącej chlorem coli i lemoniady wody z syropem.
Kilogramy mięsa w różnych postaciach.
Kilkanaście godzin słuchania country w radio.
Pączki, pączki, pączki.
Jeden huragan, który przeszkodził nam w pojechaniu do Houston.
Dwa dni zakupów w niekończących się sklepach-gigantach.
Droga 66, moje Pod-marzenie Życia.
Piękny kampus uniwersytecki i jezioro w Madison, Wisconsin.
Niesamowity łuk w St Louis, Missouri.
Kino samochodowe, pyszne jedzenie i mecz bejsbolowy w Tulsa, Oklahoma.
Rodeo w Fort Worth, Texas.
Muzeum dziwactw w Austin, Texas.
Czerwona Rzeka i spanie w kasynie w Shreveport, Texas.
Dwa gorące dni jedzenia beignets i jambalaya oraz słuchania jazzu na żywo w Nowym Orleanie, Louisiana.
Wielka burza, cudowna Beale Street i pochód kaczek w hotelowym lobby w Memphis, Tennessee.
Tętniący życiem Lower Broadway w Nashville, Tennessee.
Piękne, majestatyczne i spokojne Indianapolis, Indiana.
Słodkie, wczasowe Holland, Michigan.
Zapierające dech w piersiach swoją architekturą Chicago, Illinois.

Ale najbardziej będę tęsknić za wstawaniem codziennie z pytaniem: to gdzie dziś jedziemy?, za nogami na desce rozdzielczej, słońcem na zewnątrz, chłodnym wietrzykiem w środku, muzyką w głośnikach (szczególnie to i to, wyobrażacie sobie, prawda?) i drogą, drogą, drogą.

Życzę i Wam spełnienia Marzeń Życia!

Anniko

* dużo zdjęć w linkach, gdybyście nie zauważyli ;)


czwartek, 2 lipca 2015

Dwa życia jednego zdjęcia.

Nie wiem czy też tak macie, ale ja kiedy zrobię jakieś fajne zdjęcie to potrafię męczyć je kilka razy na LOsach.

To akurat książkowo-czekoladowo-kawowe powstało do mojej serii PRZECZYTANE/OBEJRZANE i tak jakoś się stało, że użyłam go w ostatnich czasach co najmniej dwa razy.

Raz żeby opisać jak bardzo kocham swoje życie, a raczej te jego momenty kiedy mogę usiąść z książką, napić się kawy i czasami (tylko czasami!) podgryźć kawałek czekolady:




Drugi layout to już typowa pochwała książek, czyli mój temat numer jeden. No ale co miałam innego wymyślić na wyzwanie pod tytułem "Twoje hobby", gdzie nie można było nawiązać do scrapowania? :P




I tak właśnie - dwa życia jednego zdjęcia.
Wy też macie swoich fotoulubieców, których ciągle katujecie? ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...