poniedziałek, 6 lipca 2015

O tym jak spełniło się moje Marzenie Życia


Kto go nie ma - Marzenie Życia.

Moje zrodziło się w 1997 roku wraz z poznaniem mojego ulubionego zespołu. Wtedy postanowiłam, że kiedyś będę studiować anglistykę i przede wszystkim - i tutaj wkracza Marzenie Życia - pojadę do USA. Tylko że wtedy to marzenie było bardzo abstrakcyjne i odległe, równie dobrze mogłabym sobie postanowić, że polecę w kosmos :P

Przez lata moje Marzenie Życia było wystawiane na próbę i deptane przez ludzi, którzy za swój obowiązek uważają wygłaszanie opinii typu: "Co tam ciekawego? Same fast foody, grubasy, debile i zero własnej historii". Ale w mojej głowie już planowałam co chciałabym zobaczyć, dodawałam ciągle nowe elementy. Moje studia i poznanie Chrisa, który w USA studiował, znacznie wpłynęły na te plany. Już od paru lat wiedziałam, że nie chcę jechać tak po prostu do Nowego Jorku, nie chcę parków narodowych, nie chcę musieć wybierać. Chcę jechać WSZĘDZIE. A szczególnie do wioch zabitych dechami, gdzie koni jest więcej niż ludzi. Gdzieś, gdzie można jechać godzinami i jedyne co widać to pola kukurydzy albo terra rossa. Samochód, droga i muzyka w głośnikach.

Największą przeszkodą dla mnie było otrzymanie wizy, ale rozwiązanie okazało się o wiele prostsze - mogę przecież dostać holenderskie obywatelstwo i tak po prostu jechać! Dlatego po złożeniu aplikacji zaczęliśmy robić bardziej realne plany, jednak, jak to w życiu bywa, sprawy się skomplikowały i obywatelswo dostałam dopiero pod koniec sierpnia, a mieliśmy jechać w maju. Marzenie Życia zostało przełożone na bliżej nieokreślone kiedyś, bo kupiliśmy dom i to on był naszym priorytetem. Ale ta Ameryka ciągle mi chodziła po głowie. W końcu na początku tego roku postawiliśmy sobie ultimatum: 2 kwietnia, czyli po przeprowadzce, przeanalizujemy nasze finanse i postanowimy czy jedziemy czy nie. Przez ten czas oboje intensywnie nad tym myśleliśmy i drugiego kwietnia tylko formalnością było powiedzenie: FUCK IT ALL, WE'RE GOING TO AMERICA!

Już wtedy wiedzieliśmy co chcemy zrobić - przejechać Stany z północy na południe i z powrotem. Miasto początkowe było nieważne, szukaliśmy najtańszego połączenia z Amsterdamu. Bilet do Chicago na 8 czerwca zabukowaliśmy już 4 kwietnia. Nie wierzyłam swojemu szczęściu. Zarezerwowaliśmy samochód na 3 tygodnie - dalej do mnie nie docierało. Zaczęliśmy planować trasę - nadal abstrakcja. Dopiero kiedy wylądowaliśmy w Chicago dotarło do mnie że spełnia się właśnie moje Marzenie Życia! Oczywiście nadal nie wierzyłam, że wszystko pójdzie jak z płatka. Jak można tyle przejechać bez problemów z samochodem, tyle siedzieć w klimatyzowanych pomieszczeniach i nie dostać zapalenia gardła, tyle zjeść i nie mieć problemów z żołądkiem? :P

Otóż, moi drodzy, jeśli jesteście takimi samymi wiecznie zatroskanymi niedowiarkami jak ja, uwierzcie mi na słowo - DA SIĘ.


21 dni.
7000 kilometrów.
70 godzin w aucie.
12 stanów*
13 różnych hoteli.
1000 zdjęć.
Hektolitry śmierdzącej chlorem coli i lemoniady wody z syropem.
Kilogramy mięsa w różnych postaciach.
Kilkanaście godzin słuchania country w radio.
Pączki, pączki, pączki.
Jeden huragan, który przeszkodził nam w pojechaniu do Houston.
Dwa dni zakupów w niekończących się sklepach-gigantach.
Droga 66, moje Pod-marzenie Życia.
Piękny kampus uniwersytecki i jezioro w Madison, Wisconsin.
Niesamowity łuk w St Louis, Missouri.
Kino samochodowe, pyszne jedzenie i mecz bejsbolowy w Tulsa, Oklahoma.
Rodeo w Fort Worth, Texas.
Muzeum dziwactw w Austin, Texas.
Czerwona Rzeka i spanie w kasynie w Shreveport, Texas.
Dwa gorące dni jedzenia beignets i jambalaya oraz słuchania jazzu na żywo w Nowym Orleanie, Louisiana.
Wielka burza, cudowna Beale Street i pochód kaczek w hotelowym lobby w Memphis, Tennessee.
Tętniący życiem Lower Broadway w Nashville, Tennessee.
Piękne, majestatyczne i spokojne Indianapolis, Indiana.
Słodkie, wczasowe Holland, Michigan.
Zapierające dech w piersiach swoją architekturą Chicago, Illinois.

Ale najbardziej będę tęsknić za wstawaniem codziennie z pytaniem: to gdzie dziś jedziemy?, za nogami na desce rozdzielczej, słońcem na zewnątrz, chłodnym wietrzykiem w środku, muzyką w głośnikach (szczególnie to i to, wyobrażacie sobie, prawda?) i drogą, drogą, drogą.

Życzę i Wam spełnienia Marzeń Życia!

Anniko

* dużo zdjęć w linkach, gdybyście nie zauważyli ;)


12 komentarzy:

  1. aaaaaaaaaaaaaaa! myślałam, że Ty jesteś po prostu na wakacjach, a nie spełniasz Marzenie Życia! :) super, że Wam się udało! gratuluję i czekam na piękną, scrapową oprawę Waszych zdjęć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no co, to były wakacje, tylko nie takie "po prostu" :P dzięki Monia!

      Usuń
  2. jeeeeju, mi też się tak marzy.... zazdroszczę bardzo!! a teraz czekam na jakiś album :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyś, z całego serca życzę Ci spełnienia tego marzenia! :)

      Usuń
  3. gratuluję, że Ci się udało ;D i też czekam na album i LOsy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) będą będą, tylko muszę dojść do ładu z fotami!

      Usuń
  4. cuuudownie! Marzenia się spełniają, zawsze to wiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spełniają się jak najbardziej, też zawsze w to wierzę :)

      Usuń
  5. Ale fajnieeeee :) Bardzo fajna fotorelacja, tyle miejsc - to muzeum dziwactw, ten piękny kampus uniwersytecki, Wisconsin! Zazdraszczam (ale tak pozytywnie :)) i ogromnie się cieszę, że spełniłaś swoje marzenie! :) Widzę, że było warto! I mam nadzieję, że w ciągu najbliższych 12 lat ja o podróży do USA też spełnię swoje :)
    PS. Te rekomendacje bardzo przydadzą mi się w tworzeniu mojego journala - przewodnika - dziś zaczynam planowanie i dalej odkładam na spełnienie tego marzenia :) PS. Wieczorem napiszę o moim cyklu kreatywnym na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie no, przepadłam .... gratulacje z okazji spełnienia marzenia życia!
    troszkę z Tobą odpłynęłam przy tej Twojej relacji :) fajne ujęcia, ciekawe miejsca...
    to duże szczęście mieć przy sobie osobę, która nie blokuje Twoich planów a tym bardziej pomaga spełniać marzenia! gratulacje podwójne ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za Twój komentarz!/Thanks for your comment!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...