poniedziałek, 22 czerwca 2015

O wdzięczności


Mam taką znajomą, która przeszła wiele w swoim życiu. Śmierć rodziców w dzieciństwie, toksyczne związki, napad na ulicy w biały dzień, poronienie... aż trudno uwierzyć, że tyle nieszczęścia może się zdarzyć jedej kruchej kobiecie przez 32 lata jej życia. Ale ona nie żyje przeszłością, co więcej, jest jedną z najbardziej pozytywnych osób jakie znam. Jak ona to robi? Praktykuje wdzięczność. Jest wdzięczna za każdy nowy dzień, za teraźniejszy, w końcu normalny związek, za zdrowe dziecko, za każde dobre słowo - i wszystko to wyraża codziennie słowami i gestami.
Ja też próbuję, szczególnie że mam za co dziękować, bo moje życie jest piękne, bez większych zakrętów i tragedii.
I napiszę Wam za co jestem wdzięczna, bo to trzeba powiedzieć na głos!

A więc jestem wdzięczna...

- za to, że spotkałam na swojej drodze takiego faceta jak Chris - nikt inny mnie tak nigdy nie wspierał, nie podkręcał do działania i nie kochał (i nieważne, że nikt mnie też tak nigdy nie wkurzał jak on :D);
- za to, że moja rodzina jest zawsze blisko, mimo że tak daleko;
- za wszystkich przyjaciół i znajomych, ludzi z którymi mogę być sobą;
- za to, że miałam szczęśliwe, beztroskie dzieciństwo i za to, że przypadło ono na lata 80 i 90, kiedy największym szczęściem był trzepak, Bravo, złote myśli i tamagotchi. Taka szkoda, że moje dzieci nie zaznają życia bez komputerów, smartfonów i Justina Biebera.
- za to, że trafiłam do Holandii - i to wcale nie tak, że nie kocham Polski, bo kocham! Ale to Holandia zachwyca mnie każdego dnia swoją magią i prostotą. Przyjedźcie, a zrozumiecie!
- za to, że mieszkam nad morzem - tyle lat przejeżdżałam co wakacje 350 kilometrów, żeby poleżeć na plaży i nawet nie marzyłam, że kiedyś będę mieszkać nad morzem;
- za mój nowy dom - bo nigdy nawet nie śniłam, że będę miała swój własny kąt, a mam o wiele więcej. I w końcu mam swój własny ogródek! No dobra, na razie to dopiero kupa piachu i półmetrowe chwasty, ale już wyobrażam sobie jak pielęgnuję róże podśpiewując ;)
- za to, że mam dwie ręce, pełną lodówkę, portfel który nie świeci pustkami i nieograniczony dostęp do wody. Nie wszyscy mają takie szczęście.
- za muzykę! Nie wyobrażam sobie życia bez niej.
- za możliwość podróżowania - czy to Bali, czy drugi koniec mojego własnego miasta - jak dobrze po prostu móc - finansowo, czasowo i fizycznie - wyjechać;
- za zieloną wiosnę, słoneczne lato, złotą jesień i błotnistą zimę;
- za wszechobecne w naszych czasach, darmowe WiFi;
- za to, że mogę pracować w domu - i mimo wszystko spotykać tylu niesamowitych ludzi!
- za kolory! - bo dają mi energię do działania;
- za wszystko o smaku malinowym ;)
- za to, że rodzice nauczyli mnie jeździć na rowerze kiedy byłam dzieckiem. Jak ja bym przeżyła w Holandii?!;
- za książki - bez książek życie byłoby tak cholernie nudne!;
- za każdą rozmowę i każdy uśmiech skierowany w moją stronę;
- za ciepłe noce o zapachu ogniska;
- i za tego bloga i wszystkich, którzy tu przychodzą i mówią mi miłe rzeczy ;) Dziękuję!

A za co Wy jesteście wdzięczni? Podzielicie się ze mną jakąś jedną rzeczą? :)

Ściskam,
Anniko

6 komentarzy:

  1. Kochana! Nawet nie wiesz jak miło było przeczytać tego posta! Ja chyba właśnie dorastam pomału do stanu "bycia wdzięcznym", bo z natury jestem marudą. :) O tych porach roku właśnie myślałam dziś, że z każdej można czerpać prawdziwą radość, trzeba tylko chcieć :) Dziękuję za podzielenie się taką pozytywną energią :)
    Ps. Chcę strasznie kiedyś do tej Twojej Holandii przyjechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj ja też jestem marudą, ale ostatnio właśnie praktykuję wdzięczność, czas zmienić nastawienie do życia!
      a do Holandii wpadaj kiedy chcesz - pokój gościnny od paru miesięcy zrobiony, czeka na gości, SERIO! :)

      Usuń
  2. Piękny tekst, to bardzo ważne żeby czasem samemu sobie zrobić takie podsumowanie wdzięczności :) Szkoda że w dobie takiego strasznego pędu skupiamy się raczej na tym kogo bardziej nie chcemy spotkać, co nas wkurza, co zrobić żeby nie robić... Ja dzisiaj jestem wdzięczna mojemu wykładowcy, że nie robił mi problemu i z uśmiechem pogratulował zdania przedmiotu. Ot, małe szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie wlasnie male szczescia sa najwazniejsze! te duze kazdy zauwaza, ale takie malutkie trudno :)

      Usuń
  3. Świetny bardzo pozytywny post, genialny blog i przepiękne prace :) Mnie często nawiedzają smętne dni i zdarzają się napady maruderstwa (zwłaszcza jak przenika mnie nieprzemożna ochota tworzenia a nie bardzo wiem co chciała bym stworzyć xD) Ale małe radości potrafią zdziałać wszystko :) Dziś jestem wdzięczna : za deszcz... w sumie to ulewę po wielkim upale, za genialny wynalazek jakim są gumowe japonki- nieprzemakalne wielofunkcyjne buty wakacyjne ;p i za skypa dzięki któremu mogę być blisko nawet z ludźmi którzy są wiele kilometrów poza zasięgiem moich rąk. :) NA pewno będę zaglądać do Ciebie częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za odwiedziny Kasiu!
      oo tak, deszcz po upale to jest to, ostatnio specjalnie wyszłam trochę zmoknąć!
      a o Skypie powinnam była też napisać - i o Whatsappie, który mi teraz zastępuje telefon i trochę Skypa nawet :P

      Usuń

Dziękuję bardzo za Twój komentarz!/Thanks for your comment!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...