Crackle medium już przetestowałam na pudełku, ale niestety zdjęcia moim aparatem nie da się zrobić dobrego:

Na pierwsze wyzwanie nowego cyklu mapkowego na SP przygotowałam swego czasu takiego LOsa, który kompletnie mi się nie podoba (robiłam go w dniu totalnej niemocy twórczej), a na zdjęciu już w ogóle wygląda fatalnie i nawet fotoszop nie pomaga :/

Wczoraj wieczorem natomiast, z racji tego, że Mój Luby wyjechał sobie na 4 dni do Stambułu, w nocy włączyłam sobie muzykę na full (całe szczęście u nas sąsiedzi nie słyszą się nawzajem) i wzięłam się do roboty. Powstało dość dużo, nie wszystko mogę jeszcze pokazać, ale tę stronę z bazgrolnika pokazuję :) Taki mały kolaż z udziałem słodkich calineczek (inchies), których 2 dni temu naprodukowałam sobie chyba z 200 sztuk, nadrabiając nieobejrzane odcinki moich seriali ;)

Miłego dnia!
Nie jesteś sama... ja też jestem uzależniona... oj MUSIMY się spotkać Kochana i potworzyć :)
OdpowiedzUsuńkobieto...chłopaki znowu dali czadu...chyba nawet lepiej bylo niż w lutym, Jason złapał kontakt z publicznością i wogóle było jakos tak lekko i zabawnie.szkoda,że Cię nie było...
OdpowiedzUsuńABily, Jason zlapal kontakt z publika? wrecz niewyobrazalne :P powinnas kiedys pojsc na koncert Traina, tam jest kontakt! ale super ze fajnie bylo.. nastepnym razem!
OdpowiedzUsuńW lutym weszli na scenę, zaspiewali i poszli sobie. Koncert był swietny ale bylam zawiedziona jak i cyba cala reszta...Wyglądali i zachowywali się sztywno jak banda cyborgów...A w czwartek, no po prostu mnie zatkało!Świetni, świetni...Train słabo znam...ale jak wiesz o jakims koncercie to mnie zawczasu uprzedź....A dzisiaj postrzelam sobie:P
OdpowiedzUsuń